2.december-narodeniny kapitána Sandecji

02.12.2010 13:28
 
 

Jak zazwyczaj spędza pan urodziny?
Przeważnie w gronie rodziny i przyjaciół na Słowacji. Myślę, że podobne będzie i w tym roku – wybierzemy się gdzieś wspólnie i tam je spędzimy. Nie przypominam sobie, żeby któreś były szczególnie wyjątkowe. Co roku jest tak samo, ale każde z nich bardzo mile wspominam.

Jaki był najlepszy prezent, jaki pan otrzymał na urodziny?
To był prezent od żony. W grudniu, niedługo po moich urodzinach, urodził mi się pierwszy syn Marko. To jest najmilszy i najpiękniejszy prezent, jaki w życiu otrzymałem.


A ma pan jakiś wymarzony?
Żeby rodzina i ja byliśmy zawsze zdrowi. Jeśli taki prezent będę otrzymywał co roku, to będę bardzo szczęśliwy. Wszyscy dobrze wiemy, że kiedy jest zdrowie, to wszystko toczy się dobrze.

 


Wraca pan przy okazji urodzin do dzieciństwa?
Pewnie, że tak. Kiedy spotykamy się w ten jeden dzień w większym gronie, to zawsze wspominamy. Przeważnie te wesołe i zabawne sytuacje, jakie nam się w życiu przytrafiły, ale przebiega to raczej spokojnie. Swoją drogą, trudne te pytania (śmiech). Tęsknię za młodością. Lata lecą, każdy chciałby być młodszy, ale nikt niestety nie będzie. Było wtedy inne życie, teraz jest inne, ale nie narzekam. Mam kochającą rodzinę, która zawsze mnie wspiera.
 

Jano Frohlich był pilnym uczniem?
Raczej zwyczajnym. Starałem się chodzić na wszystkie zajęcia w szkole, nie wagarowałem.


Przy okazji urodzin warto też wspomnieć początki pańskiej przygody z piłką nożna…
Zaczęło się, jak wielu innym piłkarzom. Jako młody chłopak, biegałem za piłką na podwórku w swojej miejscowości. Każdy wtedy kopał. Na początku byłem samoukiem, dopiero później w 1996 roku przeszedłem do profesjonalnego klubu, wcześniej pracowałem. Tak zostało do dzisiaj.
 

Życzymy przede wszystkim zdrowia i spełnienia marzeń. A jedno z nich to?
Żeby kolejny rok spędzony w Sandecji, był jeszcze lepszy, niż ten, który za nami. Jesteśmy już po zakończeniu rudny jesiennej i myślę, że cały ten rok 2010, od stycznia do końca listopada, był bardzo dobry. Marzy mi się też, żeby wszyscy ludzie związani z Sandecją, wszyscy kibice myśleli o nas pozytywnie. Awans byłby taką wisienką na torcie moich marzeń (uśmiech). Co prawda, przeciwnicy wygrywają, a my gramy teraz tak, jak gramy, ale nie zapominajmy, że w kolejnej rundzie do zdobycia jest aż 51 punktów. Jest o co walczyć.

 

Rozmawiała: Aneta Czyszczoń